..
FOTOBLOG Mateusza Haładaja

56 | 87216
 
 
2009-12-10
Odsłon: 1144
 

Wiodąc życie tułacza...

Wiodąc życie tułacza ciężko jest czasem ogarnąć przyziemne sprawy. Ostatnie pięć miesięcy mojego życia to jeden wielki zakręt... Od czego tu zacząć? Zaległości są ogromne.

Przyznaję, że od mojego majowego wyjazdu do Frankenjury nie podejmowałem tematu bloga, ponieważ absorbowały mnie pilniejsze sprawy. Tak to już jest, że jeśli chce się jechać na długi wspinaczkowy trip, to trzeba sobie na niego odpowiednio zapracować.

Wspomniany majowy weekend był przed wakacjami moją ostatnią szansą na poświęcenie kilku dni na wspinanie. Dalsze obowiązki związane z zakończeniem studiów pochłonęły mnie bez reszty, a wspinanie sprowadziłem do okazjonalnych wypadów na ściankę – tak, żeby nie oszaleć przed komputerem. Z dzisiejszej perspektywy miło wspominam ten zwariowany okres, aż łezka w oku się kręci i znów chciałbym być studentem...

Z początkiem lipca obroniłem na krakowskiej polibudzie tytuł magistra inżyniera. I tak tytułując się dyplomem architekta ruszyłem na podbój europejskich ogródków wspinaczkowych. Czy dyplom pomaga w zmaganiach z trudnymi przechwytami? Tego nie wiem, ale teraz zastanawiam się tylko nad tym, dlaczego studia nie trwają u nas dziesięć lat. To zdecydowanie sprzyja rozwojowi sportowemu...

Wracając do tematu bloga: mój czteromiesięczny wypad w skałki miał kilka etapów, postaram się rozwinąć ten wątek w kilku osobnych wpisach. Zapraszam do lektury.

***

Planując trasę naszej corocznej objazdówki po europejskich ogródkach skalnych jako pierwszy cel wybraliśmy z Elą austriacki Adlitzgraeben. Rzecz to wyjątkowa o tyle, że od ośmiu lat z rzędu regularnie zaliczam lipcowy rozwspin we Frankenjurze. Tym razem jednak ta radykalna zmiana się opłaciła...

Erfolg
to najpiękniejsza linia rejonu, a zarazem jedna z najpiękniejszych, jakie w ogóle znam. Planowałem zmierzyć się z nią już od jakiegoś czasu, potrzebowałem jedynie odpowiedniej formy i kilku dni ładnej pogody.
Po tygodniu wspinania w Adlitz przywykłem do małych krawądek, a moje ręce zaczęły się odpowiednio zginać. Pierwsze przymiarki do drogi wyglądały zapewne żałośnie, jednak na tak trudnych bulderowych ruchach jedyne czego trzeba to czasu i woli, aby pojedyncze przechwyty zaczęły układać się w sekwencje, które to otwierają szansę na prowadzenie całości. Podbudowa fizyczna, którą starałem się wcześniej przygotować z pomocą Roberta Rokowskiego dała oczekiwane rezultaty. Szczęśliwie na sukces nie musiałem czekać długo, moje pierwsze 9a poddało się po ponad dwóch tygodniach ciężkiej pracy i kilku przymiarkach z dołem.

Pierwszy dłuższy pobyt w Austrii spędziliśmy nie tylko na rozpracowywaniu sekwencji dróg (Ela także znalazła drogę o kolejnym stopniu wtajemniczenia, na którą będzie musiała poczekać do przyszłej wiosny). Jako koneserzy turystycznych atrakcji mieliśmy z Elą okazję zobaczyć Wiedeń z jego monumentalnym Kunsthistorisches Museum oraz Graz z abstrakcyjnym Kunsthaus o formie przypominającej przybysza z obcej galaktyki.
W zasadzie nie mam możliwości napisać o pierwszym miesiącu naszych wakacji nic więcej ciekawego - rejon Austrii, w którym byliśmy, we dwójkę uznaliśmy za bardzo nudny i klaustrofobiczny. Otaczająca nas masa kamieni i bezkresne lasy spowodowały, że po realizacji celu bez żalu ruszyliśmy do Francji...

Najważniejsze prowadzenia:

Erfolg ist trainierbar reclimbed* 11 (9a) RP
Doubleoverhead 11- (8c) RP (7 próba)
Schweine im Welttal 10 (8b) RP
Arbitrage 10- (8a) OS
Back to work 10- (8a) OS

* serdeczne podziękowania dla Roka za celne porady treningowe.

 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd