..
FOTOBLOG Mateusza Haładaja

56 | 87266
 
 
2010-12-03
Odsłon: 866
 

The Zośka Trip

Wracając z trzymiesięcznego tripu wakacyjnego pod koniec października byłem już umówiony na kolejny wyjazd do Hiszpanii... W zasadzie do ekipy miałem dołączyć miesiąc wcześniej, ale nasze wakacje, ni stąd, ni z owąd nieco się przedłużyły… (Więcej o tym zakręconym okresie opowiem na łamach GÓR w najbliższej przyszłości). Tak więc siedząc w Krakowie na początku listopada dumałem nad ewentualnością zakupienia biletów, ale czy trzy miesiące w skałach to nie jest już przesada? Z pewnością nie był to dla mnie okres wymarzony, z racji podjętych decyzji wspinaczkowo-logistycznych - może zbyt ambitnych. Pełen niedosytu wspinaczkowego, ale wykończony fizycznie wróciłem do Polski.

Gdy mój sfatygowany organizm doszedł do siebie odwiedziłem znajomą stronę rajanera. Dogodne terminy i rozsądna cena... Skusiłem się. Tak dołączyłem do wspomnianej ekipy, która niestety miała wracać już za 3 dni… Byliśmy umówieni na 6-tygodniowy wyjazd… No cóż, dobre i to. Wsiedliśmy w znajomy granatowy samochód na łódzkich rejestracjach i pomknęliśmy (dosłownie, dzięki rajdowym ambicjom Darka) do Siurany. Na miejscu przywitała nas piękna pogoda, pionowe skały i bardzo małe chwyty. Nie do końca oczekiwałem tego po hiszpańskiej skale znanej z naciekowych formacji... Już wiedziałem, że nie mam co liczyć na łatwy sukces. Pozostała cierpliwość i łud szczęścia...

Trzecia noc wyjazdu, kompletnie nie przespana z powodu porywistego wiatru, który położył mój namiot, skłoniła mnie, by dołączyć do ekipy stacjonującej w Cornudelli i w ten sposób zapewnić sobie nieco komfortu na kolejne 10 dni. Ceną było objęcie funkcji kucharza...

W nowym składzie staraliśmy się zdobywać kolejne umiejętności na płytach sektorów: El Pati, La olla i Kamping papugi. Niestety, zmagania na staraniach się kończyły, bo porywisty wiatr i temperatura obniżająca się codziennie o 1 stopień sukcesywnie zniechęcała nas do walki (nawet najtwardszy wspinacz w naszej galaktyce - Bogdan R. przyznał, że jest zimno). Niespodziewanie zainteresowania uczestników grą w zośkę zaczęły stopniowo przejmować rolę wspinania... W ten sposób nasze pośladki i łydki stały się twardsze niż kiedykolwiek... Staliśmy się silni (przynajmniej w dolnych częściach) i popularni (mieszkańcy wioski pytali, czy jesteśmy profesjonalistami z jakiejś drużyny (wymieniając przy tym obco brzmiącą nazwę). To zwiększało naszą motywację do rozgrywania codziennych meczów, które trwały nawet po trzy godziny...

Romantyczny okres zmagań sportowych dobiegł końca wraz z wyjazdem chłopaków. Następnego dnia miał spaść śnieg (!), a ja postanowiłem dać sobie szansę i wraz z Leeną wsiedliśmy do pociągu do Terradets. Na miejscu miałem szczęście spotkać wielu znajomych: Nathana, Steiniego, znajomych Anglików oraz rozbitków z The Cyfra Trip... Wesołej atmosfery nie popsuł nawet fakt, że środkowa część mojej drogi była mokra - szpon wytrenowany w Siuranie dał radę, lekcja stopnia ósmego została zaliczona!

Do zobaczenia na 8 KFG, w sobotę o 11.00.

Mateusz

 
KOMENTARZE
 
Nick *:
 k
Twoja opinia *:
 
ZAPISZ
 


Archiwum wpisów
 

Pn

Wt

Sr

Czw

Pt

So

Nd